wtorek, 17 lutego 2015

Prolog



Dwa dni wcześniej...



   - Alarm! Alarm! Cela nr 1 pusta! Obiekt badań zniknął! - krzyczał Raul, biegnąc przez korytarz.
Za rogiem wpadł na dr Nathaniela. Mężczyzna spojrzał nań groźnym wzrokiem.
   - Który obiekt, jak to ująłeś, zniknął?
   - No ten z pierwszej celi... 001...
   - Ten, który potrafi wtapiać się w otoczenie?
   - Tak! To znaczy... Oh. - Raul zrozumiał swój nietakt.
   - Zamknąłeś za sobą drzwi? - spytał Nathaniel.
   - Nie, myślałem...
   - To źle myślałeś! - warknął doktor, wciskając czerwony przycisk na ścianie.
   Niemal natychmiast w całym budynku rozległ się ogłuszający dźwięk alarmu, a drzwi i okna przysłoniły metalowe zasuwy, odcinając możliwości ucieczki. Nathaniel podniósł prawą dłoń i włączył umieszczony na nadgarstku vidcom. Było to małe urządzenie przypominające zegarek, służące do komunikacji. Posiadali je wszyscy pracownicy Laboratorium. Teraz doktor uniósł dłoń na wysokość ust i wydał rozporządzenie.
   - Ochrona! Przeszukać budynek. Znajdźcie mi ten wybryk natury! - Gdy ochroniarz przytaknął w odpowiedzi,  Nathaniel westchnął przeciągle, po czym rozłączył się. Zaraz jednak w vidcomie zabrzmiał głos strażnika:
   - Doktorze, właśnie przywieźliśmy nowego.
   - Doskonale, możecie... zaraz, że co?! Otworzyliście drzwi?!
   - No tak, przecież musieliśmy jakoś wejść do środka...
   - Idioci! Nie słyszycie alarmu? Mamy zbiega!
   - Już nie mamy. Według naszego systemu obronnego, coś właśnie przeszło przez ogrodzenie.
   - Aghhh!!! Wszyscy jesteście siebie warci! Wyłączcie alarm. Bez odbioru. - Nathaniel spojrzał znacząco na Raula.
   - Idź po tego nowego i eskortuj go w drodze do izolatki. I tym razem nie zapomnij zamknąć drzwi.
   - Oczywiście, proszę pana - odpowiedział Raul, kierując się w stronę prostopadłego korytarza. Czuł, że jeszcze przez długi czas doktor będzie miał mu za złe...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz